O autorze
Bardzo wierzę w Politykę, jej moc i konieczność zaangażowania. To jednak nie wystarcza. Jako tata trzech synów często zastanawiam się co im powiedzieć, czego nauczyć? Jak zrównoważyć w życiu pasję i zaangażowanie z koniecznością kompromisów i skuteczności. Nie ulec hipokryzji ale nie wszystko zawsze powiedzieć. To będzie zawsze przedmiotem mojej refleksji.

No i jak tu wierzyć w Europę?

Naprawdę nie chciałem zaczynać mojego blogowania w natemat.pl od tematu lotniczego. Lotnictwo to moja pasja i mam przeczucie, że i tak będę o nim sporo pisał. Na wstępie chciałem uniknąć zaszeregowania w kategorii transport lotniczy. Ale jak to w życie bywa, to właśnie lotnictwo, a właściwie wielka około lotnicza klęska sprowokowały mnie do zdyscyplinowania, zebrania w sobie emocji, do koncentracji i do pierwszego wpisu!

Otóż w karuzeli medialno-politycznej wokół drugiego expose, para-premierów i pytania ozusowią czy też nie, prawie niezauważona przeszła jedna z największych porażek gospodarczych ostatnich lat. Mam na myśli niepowodzenie fuzji EADSu czyli Europejskiego Koncernu Lotniczo-Rakietowego i Obronnego z British Aerospace Systems. EADS jest znany szerokiej publiczności głównie jako właściciel Airbusa, a BAE Systems znany jest z produkcji myśliwca Harrier, jedynego bodaj na świecie samolotu bojowego zdolnego do pionowego startu.



Co mogliśmy w Europie zatem mieć? Projekt Toma Endersa, 53-letniego Niemca, Prezesa EADSu, zakładał fuzję pomiędzy dwoma największymi firmami lotniczo-obronnymi w Europie. Tym samym miała powstać największa na świecie firma z branży. Byłaby ona znacznie większa od amerykańskich liderów Boeinga, Lockeeda Martina czy Northrop Grummana. Fuzja ta była w bardzo zaawansowanym stopniu przemyślana, przedyskutowana i miała nawet bankowy kryptonim operacyjny: Wiąz i Brzoza czyli Elm and Birch, od inicjałów EADSu i BAE Systems. W największej tajemnicy od czerwca pracowało nad nią w obu firmach blisko 500 osób. Nie chodziło więc o jakiś tam testowany pomysł ale o zaawansowane prace nad operacją która mogła stać się jedną z największych światowych fuzji ostatnich lat. Dla przykładu, przychody nowej firmy przekroczyłyby 100 miliardów dolarów w stosunku do 68u miliardów jakie miał Boeing w 2011ym roku. Obie firmy znakomicie uzupełniałyby się zarówno produktowo jak i geograficznie. Razem byłyby czwartym największym dostawcą dla armii amerykańskiej z możliwością pójścia wyżej, o armiach europejskich już nie wspominając. EADS i BAE Systems pracują już zresztą razem przy wspólnym programie produkcji i sprzedaży myśliwca wielozadaniowego Eurofighter Typhoon. Projektów, synergii i zalet takiego połączenia większość europejskich ekspertów wymieniała zresztą naprawdę wiele. W czasach kiedy rządy wszystkich bogatych krajów obniżają wydatki na zbrojenie, prawdziwy konkurent dla amerykańskich gigantów byłby bowiem naprawdę świetną europejską odpowiedzią.

Dwunastego września, trzy miesiące od rozpoczęcia przygotowań wyciekła informacja o planowanym połączeniu. Ponieważ dominującymi udziałowcami obu firm są rządy Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Hiszpanii, nastąpić musiało przyspieszenie. Nie tylko zgodnie z brytyjskim prawem giełdowym ale i wobec opinii publicznej przyszedł moment na sprawdzenie co każda ze stron jest gotowa poświecić, a gdzie nie ma miejsca na kompromis. Zaczęła się więc stara dobra, polityczna przepychanka. No i kiedy przyszło do fuzji, każdy krzyczał już tylko o swoich prawach – myśl wspólnego kontynentalnego dobra zeszła na drugi plan.

Zakulisowe dyskusje na temat sposobu wyboru Prezesa, poszczególnych projektów, miejsc produkcji i wielu innych pomysłów, zwieńczone zostały żądaniem Niemców aby siedziba nowo powstałej firmy była w ich kraju. Oczekiwanie to, pomimo że zupełnie absurdalne organizacyjnie, też koniec końców było ponoć do rozważenia. Wtedy padło ostatecznie niemieckie weto. Za duże ryzyko dla Pani Merkel przed przyszłorocznymi wyborami położyło więc wszelki kres dalszym pracom i rozmowom.

Nie każdego mieszkańca Unii musi interesować kto i gdzie produkuje samoloty pasażerskie, myśliwce bojowe, rakiety i mnóstwo innego sprzętu sprzedawanego za miliardy Euro. Nawet jeśli od kilku dni europejska prasa wyjątkowe ostro krytykuje Panią Merkel nie tylko ona ponosi zapewne winę za ostateczną porażkę tej operacji.

Trudno jednak z tej lekcji europejskiej gospodarki nie wyciągnąć naprawdę zatrważających wniosków. Pomijam, że w siedzibach amerykańskich konkurentów odetchnęli z ulgą i pewnie opowiadają sobie teraz o tym kawały, słusznie pękając ze śmiechu nad nieprawdopodobną wręcz krótkowzrocznością Europejczyków. Na wyciągnięcie ręki była możliwość stworzenia giganta ale utknęli na adresie biurowca i pobili się o kolor logotypu… Zupełnie szczerze, pierwszy raz nie żałuję, że Polska nie ma udziałów w EADSie i że w żaden sposób nie przyłożyła do tego wszystkiego ręki…

Europa jest w kryzysie. To od kilku lat już wiemy. Europa traci swoją dominację polityczną na rzecz Chin, Brazylii, Indii i wschodzących nowych supermocarstw. O tym też sporo się pisze ale do nikogo to jeszcze na kontynencie nie dociera. Europa musi postawić na innowacje, walczyć z bezrobociem i potwierdzać swoją gospodarczą konkurencyjność. Wszyscy się z tym zgadzają, bez względu na kraj i na partię polityczną. I co z tego wynika? W praktyce, nic. Przy pierwszej okazji realizacji tych jakże ambitnych celów wyszło, że rację miał stary chiński filozof mówiąc, że kiedy mędrzec pokazuje palcem księżyc, głupiec patrzy mu na palec.
Trwa ładowanie komentarzy...